przejdź do treści
Start Biblioteka Imprezy Ludzie regionu Przejście do strony zewnętrznej Katalog zbiorów biblioteki Nowości

Szukaj w bibliotece:

Wpisz autora lub tytuł i wyszukaj książkę w naszej bibliotece.
Przejście do strony zewnętrznej Serwis miasta Będzin
Przejście do strony zewnętrznej Aktualności Będzińskie
Przejście do strony zewnętrznej  Serwis starostwa
Przejście do strony zewnętrznej Wydarzenia Powiatu Będzińskiego
Stowarzyszenie Filary Kultury
Informacja o programie Kraszewski Komputery dla bibliotek
Informacja o programie Narodowy program rozwoju czytelnictwa
Przejście do strony zewnętrznej Biblioteka Narodowa
Informacja o książkach dla osób niewidomych i niedowidzących Czytak
Informacja o programie Akademia Orange dla bibliotek
Przejście do strony zewnętrznej Facebook
Informacja o projekcie IBUK Libra
Przejście do strony zewnętrznej Elektroniczna Platforma Usług Administracji Publicznej
Przejście do strony zewnętrznej Powiatowy Informator Kulturalny
Dokument PDF Przewodnik po życiu w Fife Szkocja biblioteka
Informacje o programie Cała Polska Czyta Dzieciom
BIP
Informacja o projekcie Bank Podręczników
Przejście do strony zewnętrznej pitax.pl Banner umieszczony w związku z otrzymaniem bezpłatnego magazynu Chidusz

WOJEWÓDZKI KONKURS POETYCKI rozstrzygnięty

WOJEWÓDZKI KONKURS POETYCKI

18 czerwca w Miejskiej i Powiatowej Bibliotece Publicznej w Będzinie odbyła się uroczystość podsumowania WOJEWÓDZKIEGO KONKURSU POETYCKIEGO.

Tegoroczna, trzecia edycja konkursu organizowanego przez Fanklub Poetycki "Rymozury" będzińskiej biblioteki odbyła się pod honorowym patronatem Starosty Powiatu Będzińskiego Pana Adama Lazara oraz Prezydenta Miasta Będzina Pana Radosława Barana.

Intencją organizatorów jest integracja środowiska literackiego regionu, promocja utalentowanych poetów oraz kształtowanie postaw twórczych i form aktywności, które służą bogactwu i pielęgnacji języka polskiego. Realizując to zadanie biblioteka tworzy szanse startu młodym literatom oraz stwarza okazję do prezentowania najnowszej twórczości poetów cieszących się zasłużonym uznaniem.

Konkurs miał charakter otwarty. Adresowany był zarówno do młodzieży jak i osób dorosłych, twórców nieprofesjonalnych oraz zrzeszonych w związkach twórczych. Na tegoroczny konkurs wpłynęły 43 zgłoszenia z terenu Powiatu Będzińskiego, Sosnowca, Dąbrowy Górniczej, Katowic, Mysłowic oraz Poznania, w sumie 120 wierszy. Jury w osobach : JACEK GOLONKA, BARBARA JANINA SOKOŁOWSKA, ARKADIUSZ SKOWRON oraz BOŻENA STASZEWSKA po burzliwych obradach uznało, że w tegorocznej edycji konkursu przyznają: 10 wyróżnień, 3 miejsca trzecie, 2 miejsca drugie i 1 pierwsze.

LAUREATAMI trzeciej edycji WOJEWÓDZKIEGO KONKURSU POETYCKIEGO zostali:

I MIEJSCE: BARTOSZ WICZKOWSKI z Dąbrowy Górniczej (kategoria powyżej 18 lat)
II MIEJSCE: ZDZISŁAW MOCZYŃSKI z Będzina (kategoria powyżej 18 lat)
II MIEJSCE: WANDA WOJCIECHOWKSA z Dąbrowy Górniczej (kategoria powyżej 18 lat)
III MIEJSCE: MARIA GOLANKA z Sosnowca (kategoria powyżej 18 lat)
III MIEJSCE: ŁUCJA DUDZIŃSKA z Poznania (kategoria powyżej 18 lat)
III MIEJSCE: DAGMARA GÓRECKA z Wojkowic (kategoria do18 lat)

WYRÓŻNIENIA otrzymali:

BOGUSŁAWSKA MAŁGORZATA z Wojkowic, (kategoria powyżej 18 lat)
MAŁGORZATA CIELNIASZEK z Będzina, (kategoria powyżej 18 lat)
JULIETTA GŁĄB z Będzina, (kategoria powyżej 18 lat)



Poniżej prezentujemy wszystkie wiersze oraz zdjęcia z imprezy.




I miejsce Bartosz Wiczkowski
"waga"

nie jesteśmy równi wobec śmierci
jedni umierają od zawsze
inni dopiero na chwile przed śmiercią
gdy wystrzelony z grawitacyjnej procy anioł
przynosi im przypomnienie w postaci
księdza lub lekarza w białym kitlu

nie jesteśmy równi wobec czasu
nikomu to jednak nie przeszkadza
bo urodzeni w czasie kolczastego drutu
boją się o tym myśleć a nie są do tego zdolni ci
którzy z kołyski obserwują pole naftowe za domem
ich mleko jest czarne ich niańka jest czarna
zęby będą mieć białe i równe

"Ronin"

nie było tam opadających kwiatów wiśni
tylko żwir i kamienie. Piękne białe mury
i był tam ten mały Japończyk o oliwkowej cerze
siedział pośrodku ogrodu. Słuchał jak rosną kamienie
tak było. Siedział w swoim kimonie bez znaku pana
i słuchał jak rosną kamienie. Jak starzeje się czas
jak za drogą wieśniacy wracają z pola do swoich domów
słyszał skrzypienie powietrza i śpiew jedwabników
w odległych Chinach. Słyszał mój ciężki oddech w czasie snu
głośniejszy niż bycie jego małego serca
usłyszał wszystko z wyjątkiem tego jednego głosu
głosu którego boją się wszyscy a szuka niewielu
którego szukam ja i mały Japończyk wstał
pozdrowił przodków i ducha który mieszka w jego mieczu
wyszedł z kamiennego ogrodu. Rozsiadł się na poboczu drogi
i z zadowoleniem zjadł miseczkę ryżu

"Mgła"

jeszcze przed chwilą noc była chłodna
krystalicznie czysta jak zimna woda
piękna i niedostępna jak kobieta z okładki

a teraz gdy na miasto spadła gęsta mgła
lubieżnie wdarła się w szczeliny murów
na klatki schodowe między kubły i krzaki
gdy wczepiła się w zmrożoną ziemię
porosła siwą trawą - wychodzisz z domu

bose stopy wsuwasz w za duże buty
ubierasz ciepłą kurtkę której kołnierz
gryzie cię w kark. Rękawiczki i czapkę
zgubiłeś.

wychodzisz z domu w zimną i gęstą mgłę
tak jakbyś szedł spotkać się ostatni raz z kobietą
by powiedzieć jej że wszystko skończone

obejmie cię i poczujesz na szyi mroźny dotyk
nie wiesz czy to jej lodowate wargi czy zęby
wbijające się w twoje ciało. Nie pozwoli ci odejść

jak mgła będzie całować twoje oczy




II miejsce Zdzisław Moczyński
TRZY RAZY SŁOŃCE DNIA

1."Poranne słońce"

W moim oknie płomienie świtu,
rozpalają barwy słońca.
Jeszcze senny dotykam krzyku,
białych ptaków śpiewających.
Kiedy ręce płomienie żarem,
poparzone bardzo bolą,
zbieram z szyby rosy korale
i rozcieram mocno dłonią.
A za nim dzień dojrzeje w brzasku,
pozrywam słońca bandaże,
żebym już nigdy po omacku,
nie musiał dotykać marzeń

2."Ołtarz słońca"

Ołtarz słońca w kaplicy dnia,
umajony zielenią ciszy,
przed tym ołtarzem tylko ja,
przyszedłem swoje grzechy liczyć.
Nie ma tu bożków, świętych brak,
w kaplicy tylko złote pawie
i na organach smutnie gra
czerwony witraż, w bocznej nawie.
Odejdę stąd znów w grzeszny świat,
gdy się wypali we mnie skrucha,
a przed ołtarze już nie ja,
ktoś inny będzie pieśni słuchał.
Może wymieni grzechy swe,
bo przecież kiedyś będzie musiał
i też rozliczy się z tym dniem,
jeśli dziś słońce go wysłucha

3."Zachód słońca"

Jak kropla wina, słońce czerwone
zawisło chwilę w konarach jodły
potem w kaplicy zdjęło koronę
i przed ołtarzem chciało się modlić,
lecz tam na klęczkach, wieczorny starzec
śpiewał nieszpory przy blasku świecy,
więc poszło sobie głównym witraże,
na drugą stronę, srebrnej planety.

"Spotkanie z aniołem"

Spotkałem na polnej drodze,
miał białe skrzydła jak motyl...
Nigdy przez pole nie chodzę,
a wtedy miałem ochotę...
Pójść sam tu między zbożami,
gdzie chabry rosną i maki
Narwać tych kwiatów rękami
bo ona lubi te kwiaty.
A Anioł szedł sobie miedzą,
według piechura prawideł.
Przepiórki, co w zbożu siedzą
nie bały się jego skrzydeł.
Podbiegłem i zapytałem -
- Dokąd Aniele tak śpieszysz
Czyżby się w wiosce coś stał,
że idzie kogoś pocieszyć?
- Biegnę przytulić sieroty,
wspomóc... co chcą się odważyć
i tych co mają kłopoty,
i tych za smutkiem na twarzy
-A mnie mój drogi Aniele,
a mnie czy także pomożesz
Wszak ja też tych trosk mam wiele,
dlatego tu jestem na drodze.
Wśród pól mi przyszło się trudzić
Szukać właściwej ścieżi,
by trafić do takich ludzi,
którzy tą ścieżką już przeszło.
Zamiast mi prawić kazanie,
pomóż... bardzo cię proszę!
A Anioł popatrzył na mnie,
pokiwał głową i poszedł,
Chęć miałem wrócić do domu,
a on rzekł... jeszcze na drodze,
-Jeśli ci Anioł ma pomóc,
to on ci zawsze pomoże.

"Wrześniowe brzozy"

Czasem mi się śni,
biel wrześniowej brzozy,
wśród jesiennych dni
na leśnym bezdrożu.
Stopiona na miedź
i w kapłańskiej komży,
stoi tu jak śmierć
brzoza - biały pomnik.

Jeszcze mi się śni
las wrześniowych krzyży,
i nie wiem gdzie iść,
by się do nich zbliżyć,
żeby tam wśród brzóz,
oddać cześć za męstwo,
i by płomień tu -
nie był tylko klęską.

Może to nie sen,
może to wspomnienie
że był taki dzień:
gniadych koni rżenie,
błysk szabli, huk dział
i munduru zieleń,
i ostatni strzał...-
co został tam cieniem.




II miejsce Wanda Wojciechowska
"Łyżka obronna"

a ja to robie tak
najpierw obieram kartofle
i jeszcze pomidorów musze kupić ze dwa kilo
albo śledzę zawijanie
bo w sobotę nikt nie zje inaczej
podwójnie panierują
pokroić drobniutko i z cebulką

stoją na przystanku
autobus Się spóźnia
może po sześćdziesiątce, przynajmniej ta starsza
i deszcz zacina z boku

zawsze trochę kolendry
z kapustą najlepsze
taki schab kupiłam na targu
i później wkładam w słoiki
a te rosołki w kostce
masę ucierać przez piętnaście minut
przyniosłam siatkę buraków z działki

mogą tak bez końca
tyle dni już ugotowały
ostatkiem sił do perfekcji
tyle jeszcze przed nimi surowych
cała obiadowa cywilizacja
na jedynej realnej podstawie

głęboko się schowałyście
jak bardzo was zraniono
że barykady ze słoików
że w głębi półek z przyprawami
pod warstwami ceraty w piwnicy
czy same pamiętacie gdzie
ukryte przed apetytem
najbliższych
kobiety z łyżką obronną w ręce

jak to tak ptakiem
nad marnymi pieszymi
kąpać się w powietrzu rześkim
z grawitacji drwić
gwizdać na dowolnie wybranej gałęzi
i bezczelnym ślizgiem
wpadać do panienek z tamtej strony lasu

a może w łapki zimno
gałąź chropawa pazur naderwała
w skrzydełkach zakwasy do trzepotania
i piórka wszy podgryzają
w brzuszku buczy a samczyk
do gniazda tej rudej znowu

a drzewem
wyhodować liście najzieleńsze w okolicy
wachlować się w upały tysiącem długich palców
spijać przez rurki wilgotne słońce
z wiatrem się spierać o każdą złamaną chrząstkę
psioczyć na ptaki co dziuple co gniazda
korniki pod skórą gilgają do bólu
i liście, te piękne, po jednym łysieją
do nagości lodowatej, ani figowego
póki nie spęcznieje zaswędzi wiosna jak zęby niemowlaka
aż po piły kres
nie do ruszenia

a jak człowiekiem
mieć pesel i nip na własność
numerek do lekarza
żeton do koszyka
być odbiorcą konsumentem
z przedmiotem ustaw
adresatem reklamy
świadczyć prace najemną
jako zasób ludzki
do zagospodarowania
wiernym w kościele państwie małżeństwie
przywiązanym do miski systemu
za łańcuch własnej człowiekości




III miejsce Maria Golanka
"GARNKI LUTUJĘ"

- psiakrew ! - słychać - znowu dziura!
na blachę po kropli wycieka krupnik
i już swąd czują
i paloną szmatę gdy matka gar z fajerki zestawia i szuka
do czego by tu przelać zupę
- nie mam nic tak zasobnego
- mówi zatroskana
- on powinien się pojawić dzisiaj bo jest zawsze w środę
- znowu trzeba dać z piętnaście groszy
- o laboga ! o laboga ! -
wzdycha i tyle co zagotowaną zupę przelewa
do dwóch mniejszych garnków
dziurawy czyści popiołem
żeby nikt nie powiedział że u nich
garnków się nie szoruje tylko obmywa
stawia na oknie w kuchni pośród czerwonych pelargonii
i doniczki mirtem który ma być komunijny wianek Toli
z daleka od strony Czarnej Przemszy słychać męski bas
-garnki lutuje! garnki lutuje! -
biegną dzieci biegnie matka lecz sąsiadki były szybsze
krupy kipią więc zawraca do pieca i woła
-Tola biegnij
jak już dojdziesz to zawołaj! tylko nie gap się bo spiorę?!

pan zakłada okulary z jednym uchem na tasiemkę
drugim z drutu
widać że sobie radzi ze szkodą
tę w garnku już rozpoznaje
z blaszki wycina dwa płatki i zapala lutownicę na benzynę
zgrabnie je przylutowuje
nakłada na kowadło na trzech nogach
i na tej wyciągniętej do góry
rozklepuje nit i nie widać już brzegów
słychać radość w słowach matki:
-będzie znów na jakiś
czas ten garnek mój najukochańszy
bo tylko z niego zupy starcza
dla wszystkich naszych gęb

"BURZA"

wiosenna burza
podwija dach przygiętej komórki na węgiel
toczy po podwórku stary garnek
kobiety pędem biegną po gromnicę
do szuflady odrapanego kredensu
stawiają zapalona w oknie
szepczą: chroń nas od złego

przebierają paciorki różańca
poprawiają chustki na głowach
zacieśniają supeł pod brodą
nalewają do kieliszka różanej nalewki
której słodycz spłyca obawy

kreślą na piersiach śpieszne znaki krzyża
gdy razem z piorunem spada na ziemię
anioł ze skrzydłami szarymi od dymów

co niedzielę pakują kanapki do wiklinowego koszyka
zalakowaną butelkę wódki i przy dźwiękach harmonii
ruszają gromadą na majówkę w kwitnące łąki "pierd ołówki"
na Cegielni tuż za wagą kopalni "Hrabia Renard"

SZMATY SKUPUJE, BUTELKI SKUPUJE, SZMA...

Toczy się furmanka po kocich łbach sieleckiej ulicy Wawel
- szmaty skupuje butelki! -
w dzielnicy ruch jak na trwogę
wybiegają wszyscy z bram
babka z matką niosą tobół
będą dla niego dwa blaszaki dla chłopaków na kawę
którzy wypijają jej i jedzą tyle co ich ojciec
i to po nim są tak sprytni i już dawno pojęli
co znaczy mieć swój grosz
biegną do komórki po siatkę z butelkami
spostrzegają obok jeszcze dwie nie gotowe ze śladami laku
skubią go z pogrubionego brzegu
lecz nie schodzi bo jest jeszcze pasek starszej warstwy
obtłukują trzonkiem noża i w pośpiechu utrącają
smukłą szyjkę z tej litrowej butelki najdroższej

Po kuksańcach zaciśniętą pięścią
słychać płacz młodszego
widzą idącą babcię
wyciera w zapaskę ręce z ciasta na kluski
spostrzega szkodę wymierza razy w głowę

Pogodzeni jej gniewem wypadają na podwórko
dobiegająco furmanki
z której zapach ludzkiego potu za szmat
rozpoznaliby i dziś
ale dzisiaj już taki zapach ich nie owiewa
gdy za butelki po piwie w zgrabnym kontenerze
odbierają kaucję w markecie
w jednym ze stu eleganckich pomieszczeń na galerii
skropionych dobrze skomponowanym zapachem


III miejsce Łucja Dudzińska
"Pół-światy"

Nieobecność spełnia rolę jakby tej ostatniej deski;
Koła, które dryfuje albo toczy się, zapętla. Później
owija szyję i puszy się jak tapir na gadającej głowie.
(Niech włosy opadną i nie elektryzuje się skóra).

Nie ma nas, więc nie ma brzmienia, pobrzmiewania,
echa. Są stop klatki, napisu na murze. Ogłoszenia
w gazetach, na które nikt nie zwraca uwagi.
Choć na skrzyżowaniu rozdają za darmo.

Twarze wyjęte z ulicznego tłumu, z dyskoteki
albo kościelnej procesji. Wszystkie grzeją wzrok
w blasku, zmieniają się w słoneczniki.
Raz pokazują wnętrze, raz odbicie. Góra, dół

na rozsypanej talii kart. Ktoś układa pasjanse,
tasuje, chowa do rękawa. Następnie posiada asa
i szpik zmieszany ze śliną kręgosłup traci pion,
rozpływa się sedno, nieustannie kruszeje rdzeń.

"Akustycznie"

Zachodzą w nas zmiany, ewoluuje słowo, staje się
ciałem, obrazem, dźwiękiem. Później samplem, zanim
obróci się w proch. Łapię słońce (nie parzy na zdjęciach),
prześwituje przez palce, podkreśla błękit. Czasem jestem
tak zajęta, że nie ma mnie nawet dla siebie (jak obrazu
w fazie pracy). Sztalugi ograniczają rozmach.
Linia horyzontu spojrzenia jest zaburzona.
Pomiędzy, na szczudłach tańczą Eurydyki.

"Świadomość"

Nie ma jak w domu. Tutaj nawyki i niezakręcona tubka
od pasty jest przyjacielem. Aby zapomnieć, można
powielić błędy. W końcu każdy spełnia jakąś rolę,

Czasem robi to pod dyktando. Wyłącznie samemu z siebie
się kocha, samemu z siebie nienawidzi albo pragnie

Śmierci. Nie każda kreska, która dzieli jest czarna.
Dam radę. W domu czuję wieży krwi nawet wtedy,
gdy kapie na umywalkę i myślę, że tonę w wannie.


Wyróżnienie Mirosław Kowalski
"Szary gołąb"

Gołębiu cichy w szarość strojny
wśród stada rozgdakanych papug
nie dal nas barwa ciżba

Gołębiu zwykły swojski wolny
dobrze że jesteś snem spod powiek
co ledwie skrzydłem muska

Z tobą mi trzeba szukać ziarnka
na wszystkich brukach granitowych
w słonecznikowych łuskach

"łyżka drewniana"

przymrużonym okiem
tak się teraz przyglądam
wychodzeniu z mody

na przykład magnetowidy
niedawny szczyt marzeń
między buty
(nieznoszone ale fason nie taki)
w szarych kartonach
wyniesiono na strychy
(i to tylko niektóre
te w czepku złożone)
swoisty dom starców
albo stacja pośrednia
na trasie: uwielbienie - śmietnik

a gdzie dyskietki
telefony z kręconym kabelkiem
dopiero niezastąpione
już przestarzałe


a telewizory dzisiejsze
hiperwypasione superhity
najwyższej technologii
z multibajerami
nim doczekają pierwszych urodzin
stają sie przeżytkiem
(niestały w uczuciach właściciel
do nowszego ślini się cacka)

i tylko łyżka
piękna
podziwu godna
z dziurką w uchwycie
do wieszania się gwoździu przy piecu
wystrugana sercem
przez wieki doskonała
szczęśliwa
bo nie może być
ani bardziej łyżką
ani bardziej drewnianą

"Dojrzałość"

daj mi kiedyś Boże
osiągnąć taką dojrzałość
której w ogóle nie będzie widać
która nie poucza na lewo i prawo

Daj trochę na odwrót
niż ta wierzba za drogą
wypróchniała w środku
lecz z czołem wzniesionym
pełna życia po wierzchu
daj mi raczej od wewnątrz
pozostać choć trochę zielonym

Daj nie spoglądać w niebo
niczym mędrzec
a skowronka nie widzieć
daj mi nie chodzić po łąkach
pełnych motyli
dostojnym krokiem
z rękami do tyłu
tyle bólu daj w krzyżu
by musieć
nad kwiatem każdym się schylić

Nie pozwól do końca wyrosnąć
z trochę ciasnej Wyspy Skarbów
daj tyle życiowej mądrości
by nie porzucić nigdy
Ołowianego Żołnierzyka
przymknij oko gdy znowu
Czerwonemu Kapturkowi
podkradać ciastko z koszyka

Pozwól mi gardzić krawatem
przekory do końca nie pozbaw
własnej choć chyba małej
lecz daj z rękami w kieszeniach
iść w las po kwiaty paproci
daj Boże gruszek spróbować
z wierzby wypróchniałej


Wyróżnienie Cezary Granicki
"Spacer zimowy"

Byłem w ogrodzie, wszystko skute lodem.
Każdy drobiazg wyraźny, każdy płatek biały
Bezruch na wskroś, od spodu - negatyw zimy

Nikną słowa, słodycz, myślenie nawet ból zmrożony.
Zaplątany w tajemnicze rzeźby stalaktytów,
W miedzianej lampie bez paliwa
Nie czekam wiosen, pragnę milczenia i wiatru mroźnego
Co spada bez głosu.
I ławy kamiennej w mrocznej kaplicy, gdzie mewy
Przegnane rozłamaną falą, rozbijają się o popękane witraże.

A jeśli zapragnę to zejdę jeszcze niżej.
W świat, który przestał światem być.
W ciemność wewnętrzną samospalenie
By zerwać skóry co jeszcze mam.

Wszystko się zmienia i Bóg nie jest już taki sam.

"Madonna Katyńska"

Przystanek końcowy - Kuropaty Katyń,
Tu plan złowieszczy Ojca Narodów i kopniak żołdaka
z wagonu wyrzuci polskiego żołnierza.
Zasępi się wiosna rosyjska jak zwykle spóźniona.
Wyrzuci w niebo rój gołębi, obmyją się w błyszczących guzikach.
Nie jasnogórska, nie ostrobramska, nie zawieszona u szczytu ołtarzy.
Nie otulona płaszczem wotywnym, nie pojona zachwytem rozlicznych
pielgrzymek
Nie z ręki Rafaela, nie z dłuta Anioła, nie w ramach złotych
-Madonno Katyńska!
Zrodzona z polskiego cierpienia, dłoń żołnierska węglem przeniosła twą
postać na szary
papier pakowy.
Włosy twe srebrne, ramiona tak z trudem dźwigają bezmiar smoleńskiej
ziemi a oczy Piety.
A w nich łzy wsiąkł wszystkich matek i jeszcze kłamstwo Churchilla.
Nie płacz Madonno, nie zmawiaj pacierzy, jeszcze się wszyscy za nas
Wymodlą. W modlitwie szczerej i tej fałszywej.
Jeszcze Cię będą nosić na rękach, jeszcze pochylać swoje czoła, bo zwykle czas o prawdę woła.
Teraz mnie w chwili ostatniej - ujmij za rękę i prowadź.
Przez echo wystrzałów, tunelem ciemnym nienawiści, przez las brzozowy
białych ramion, przez ziemię zrudziałą,
przez doły głębokie - co jeszcze krwawią.
Wyprowadź na drogę prostą, co wiedzie do samej Polski.

"Odejście"

Śmierć nie posiada kosy,
Nie jest obrazem sądu ostatecznego Memlinga.
Nie ma narzędzi, nie jest ubrana w kuglarskie szaty.
Nie rządzi się prawami fizyki, chemii ani metafizyki.
Jest bezkształtna, bezwonna, nieprzekupna, opieczętowana zagadką naszego życia.
Jest bolesną, dogłębną samotnością. Zawsze zastaje nas samych, zagubionych w jej nadejściu.
Staje się powolnym schodzeniem po stromych schodach w ogarniający nas bezmiar tajemnicy.
Za nami zostają niespokojne sny, zamierający śpiew ptaków i odgłos fletni pana co gubi swą realność.

Ostatnia kolacja, ostatnia książka, ostatni spacer, ostatni pocałunek, ostatnie doznanie. Nic nie
potrafię powstrzymać.
Stoję na dokresnym stopniu, me ciało. Jeszcze skupione w materii, powoli przenosi się do przodu.
Przede mną nie ma już stopni, wychylam się tak bardzo, że muszę runąć poza moją cielesność.

Moja kobieto, wypuść me ręce.
Twoje dłonie są źródłem, które zmyje z mych oczy pożegnalny odbłysk światła.


Wyróżnienie Kinga Morawska
"Jednostka"

Czerń i biel
Już za chwilę braknie nam nawet odmian szarości.

Zwyczajność jednostki
Przemykającej wśród zwyczajnego świata

Podobne życie, monotonne dni,
nawet sny podobne
w głowie pełnej cyfr

I tylko jedna, mała istota
stoi uśmiechnięta
w tym trudnym, nowym świecie,
a od niej bije kolor,
ten prawdziwy, nieopisany.

"Bramy"

I czy Ty byłeś kiedyś wytknięty?
I czy tobie było przykro?
Czy Ty chciałeś być kimś innym?
Bo sobą się wstydziło...

Nietolerowany, wytknięty
słaby, coraz słabszy
upadasz...

I czy chciałeś się gdzieś schować?
Być zupełnie kimś innym?
Bo twoja w tym głowa,
by być dzielnym, jak lew silny.

Udowodnić można,
żeś ty człowiek taki sam
słaby, słabszy, który słyszy
skrzyp nietolerancji bram.

"To minęło"

Ratujcie!
Bez sensu żyjemy w szybkości chwil
Bez celu podążamy za innymi..
Brak zastanowienia nas zgubił
I nie odnajdziemy się już nigdy,
Bo w żadnym z nas,
Nie ma tyle odwagi,
By być indywidualistą

I zatrzymać się wśród pędu,
jak ludzie starają się utrzymać

Bo nie wolno im zwolnić, a nawet spojrzeć za siebie.
Nie widzą tego, co było,
nie pamiętają o tym, co już nie wróci.


Wyróżnienie Wiktoria Wojtowicz
"Konkurs poetycki"

Kiedy patrzysz na mnie
Kiedy patrzysz na mnie,
na mej twarzy króluje uśmiech
Kiedy patrzysz na mnie
moje serce potrafi zrozumieć,
kiedy patrzysz na mnie,
świat kołuje w mej głowie.
Nie patrz na mnie!
Popatrz w niebo...
Spojrzysz nie mnie,
umrzesz we mnie.

"Miłość"

Miłość - to słowo proste i łatwe.
Uczucie trudne i rzadkie.
Przychodzi szybko,
Znienacka...
Odchodzi już wolniej,
Po cichu...
Myślisz, że już jej nie ma.
Lecz on zostaje,
Jakby była tam zawsze.

"Kołysanka"

Jego słowa są jak kołysanie ciszy,
Więc zastygam w bezruchu by więcej usłyszeć.
Czasem, gdy jest przy mnie
Ma dusza śpiewa, serce się wyrywa.
To miłość jego sprawia, że bywam szczęśliwa.
Mijają dni, płyną tygodnie,
Lecą jak liście lata.
Ja zaś mój ukochany wysłuchana
W twe kołysanie doczekam końca świata.


Wyróżnienie Julietta Głąb
"Krzyk"

Czerń miesza się z pomarańczem
Na moście stoi poszarzała głowa
Bez włosów, bez uszu, bez wyrazu...
Cztery krucze oczy przechodzą obok
Nie zauważając śmierci
Której korzenie prześlizgują się pomiędzy
Stalowymi deskami
Wpadają w błękit, poczym giną...
Umiera też nieżywy Edward

>
"Matron"

Błękitno-zielony diament
Krążący w niekończącej się kałuży czerni
Zegarmistrz wszechświata
Nierozumiejący swej roli dziecięce zapewnienia o miłości
Rzucane są w kosmiczny wiatr
Niszczą go...
Rekonstruktor, w którego prawie nikt nie wierzy
Ocali bezbronną kobietę-
Nieocenioną Ziemię

"Deratyzacja"

Czerń i biel stoją po obu stronach
Ciemność - deprawuje...
Światło - deranżuje
Obydwoje powodują wyludnienie serca
Kobiecość zawsze pozostanie tajemnicą
...chyba, że...
Medino tutissimus ibis


Wyróżnienie Edyta Stoinicka
"Las"

Gęsty las,
drzewa uginające się przy silnym wietrze.
Krople deszczu spływające z igieł.

Sarny szukające pożywienia
i złociste bażanty.
W wielkim pniu,
ruda wiewiórka trzymające orzech.

Znikające w oddali jaskółki.
Zza chmur wyłaniające się słońce,
na niebie siedmiokolorowa tęcza.

Śpiewające wróble.

"Ulica"

Przy zatłoczonej jezdni,
wiele osób żyjących dzisiejszym dniem.

Matki z dziećmi w piaskownicy,
starsze panie z zakupami

W tym całym zgiełku,
zagubiona dziewczyna stojąca w bezruchu,
oglądająca uważnie każdego z osobna.

Powoli zbliżający się wieczór.

"Morze"

Przy brzegu w świetle księżyca,
Słychać jedynie fale obijające się o piaszczysty brzeg.

Latawiec zasypany gorącym piaskiem, próbuje się wydostać.
Niebo obsypane gwiazdami, które zwiastują ciepły poranek.

Gdzieś w oddali, w złocistym piasku piękne białe muszle.
A obok morska fortec.

Czuć lekki powiew wiatru.


Wyróżnienie Adam Szydłowski
"Malowanie"

A kiedy piszesz o mnie, to martwię się obrazem, jakim mnie malujesz
Martwię się, czy jeszcze mnie pamiętasz,
Czy czujesz smak pocałunków...

Kiedy mnie malujesz to
Farby też są kolory czarnego

Malujesz mnie takiego, jakim mnie znasz
Malujesz mą twarz, oczy, usta, to co pamiętasz
Kreślisz dłonie, które mogłyby Cię obejmować...

W końcu dorysowujesz uśmiech i wszystko jest niby gotowe
I właściwie można mnie powiesić i patrzeć jak

Z tęsknoty za tobą
Za Twoimi ustami
Za tym, być choć raz zabrała mnie ze sobą daleko
Wyciągam ręce i wołam: no to chodź

"Kołdra"

Dlaczego mnie trzymasz?
Czemu mnie zakrywasz?
Pozwól mi wyjść - wstać.
Nie mogę już tak dłużej.
Od leżenia bolą mnie plecy, nogi,
Głowa.

Dlaczego mnie trzymasz?
Przecież już nie jest noc.
Przecież nikt już nie chrapie,
Nikt nie sapie.
Z boku na bok się nie przewraca.
Nawet nie mam dzisiaj kaca

Ciężka jesteś.
Wielka jesteś
Ruszyć się nie mogę.

Nie mogę już oddychać - taki to ciężar.
Jestem zbyt słaby, by ciągle walczyć.
Wygrałaś!
Pośpię do południa.

"Obrazek"

Stoję pod kominem
I kaszlę.
Yhy, yhy.
Ktoś spod kurzu i pyłu wyłonił głowę i powiedział,
Że jutro będzie lepiej.

Stoję pod kominem i kaszlę
Yhy, yhy.
I już nie włożę białych rękawiczek,
Nie zjem białego toru.
Dziś świeci słońce po tamtej stronie.
Marzę, aby choć jeden zabłąkany promyk dotarł do mnie.

Spoję pod kominem.
Yhy, yhy.
Podziwiam moje miasto, że jeszcze oddycha.
To co z tego, że są drzewa,
Ale czego jest więcej?

Stoję pod kominem
I kaszlę.
Yhy, yhy.
I słyszę cichy szept przyszłości:
Maski włóż.


Wyróżnienie Małgorzata Bogusławska
"Sonet I (wakacyjny romans)"

W skwarze bezdusznej chwili nie-myślenia
Jednym ruchem dłoni skryłam wstyd szeptany;
Głośne serca bicie, cichy jęk zza ściany -
Wakacyjny romans z chwilą zapomnienia.

Z kroplą potu spłynął dreszcz pożądania,
Do spełnienia prowadząc łapczywe usta.
Lecz z twych oczu ziała tylko otchłań pusta
W tym najgłębszym momencie posiadania!

Wypełniając białka po horyzont powiek
Mdlejącym okrzykiem krew mi zawrzała.
Z dzikim pożądaniem haniebnie przegrałeś

Żal, jak truciznę wprowadzając w krwiobieg -
Że miłość - bez miłości - zaistniała;
Że gorejąc ciałem, duszą nie kochałeś.

"Kilka słów do mikrofonu"

Zazwyczaj nie śpiewam piosenek bez
Refrenu
Są jak pluszowy miś z urwanym
Uchem
Ja zdanie, w którym kropka pojawia się tylko nad i
Bez względu na to, czy je wykrzyczysz
Czy wypowiesz w milczeniu

W swoim życiu kieruję się jedną
Zasadą
To mantra wschodzącego co dnia
Słońca
By chłonąć pożar nieba bez pożogi
W sercu
Dopóki krew w żyłach nie zastygnie
Niczym żelatyna

Nieustannie odchudzam się z nadmiaru
Innych
Lecz wciąż tak obco czuję się we własnym
Ciele
Pani po przejściach pozna pana
Z osobowością
Który zrozumie jej potrzebę bycia -
Za wszelką cenę

"***"

Zawisł nade mną świat
W prostocie swych barw nakreślony -
Wyjęty ze starej szuflady
Pełnej dziurawych skarpetek.

I chociaż dzień ponury
śpiewa wiatrem między soplami -
Łapię na ciepły język Mroźne płatki szczęścia

Z tęsknoty do rzeczy prostych
upadłam na samo dno siebie -
tam rozpocznę poszukiwania
zielonych oczu Wiosny.

WOJEWÓDZKI KONKURS POETYCKI WOJEWÓDZKI KONKURS POETYCKI






WOJEWÓDZKI KONKURS POETYCKI WOJEWÓDZKI KONKURS POETYCKI






WOJEWÓDZKI KONKURS POETYCKI WOJEWÓDZKI KONKURS POETYCKI






WOJEWÓDZKI KONKURS POETYCKI WOJEWÓDZKI KONKURS POETYCKI






WOJEWÓDZKI KONKURS POETYCKI WOJEWÓDZKI KONKURS POETYCKI






WOJEWÓDZKI KONKURS POETYCKI WOJEWÓDZKI KONKURS POETYCKI






WOJEWÓDZKI KONKURS POETYCKI WOJEWÓDZKI KONKURS POETYCKI






WOJEWÓDZKI KONKURS POETYCKI WOJEWÓDZKI KONKURS POETYCKI











WOJEWÓDZKI KONKURS POETYCKI WOJEWÓDZKI KONKURS POETYCKI











WOJEWÓDZKI KONKURS POETYCKI WOJEWÓDZKI KONKURS POETYCKI











WOJEWÓDZKI KONKURS POETYCKI WOJEWÓDZKI KONKURS POETYCKI











WOJEWÓDZKI KONKURS POETYCKI WOJEWÓDZKI KONKURS POETYCKI











WOJEWÓDZKI KONKURS POETYCKI WOJEWÓDZKI KONKURS POETYCKI











WOJEWÓDZKI KONKURS POETYCKI WOJEWÓDZKI KONKURS POETYCKI











WOJEWÓDZKI KONKURS POETYCKI WOJEWÓDZKI KONKURS POETYCKI











WOJEWÓDZKI KONKURS POETYCKI WOJEWÓDZKI KONKURS POETYCKI















  • zak
  • OIN
  • BatProfi
  • Kaufland
  • MPWIK
  • Społem
  • Enion
Start | Biblioteka | Nowości | Imprezy | Ludzie regionu | Kontakt| Katalog| Bibliografia regionalna

Strona wykorzystuje pliki cookies w celu prowadzenia statystyki odwiedzin. Korzystamy z oprogramowania Google Analytics.